Uderzył deszcz, wybuchła noc,
Przy drodze pusty dwór,
W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
Wagnerowski ton.

Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.

Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
Ciągle burza trwa,
Nagle feria barw i mnóstwo świec,
Ktoś na skrzypcach gra,
Gotyckie odrzwia chylą się
I skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich
W brylantowej mgle.

Zawirował z nami dwór,
Rudych włosów płomień,
Nad górami lecę, lecę z nią,
Różę trzyma w dłoni.

A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien

Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...

A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien



Nie mów "nie" swym najjaśniejszym stronom
Szukaj ich
Bo inne Cię pochłoną prędko
Nie mów "nie" swym pozytywnym chęciom
Hoduj je
Inaczej szybko skręcisz w ciemność

Póki o coś grasz
Jeśli wybór masz
Dobre strony zważ także
Gdy pewności brak
Kiedy, co i jak
Lepiej bądź "na tak" zawsze

Nie daj złu kierować łatwo sobą
Gdy masz cel
Do niego zmierzaj drogą jasną
Miarkuj złość
Po gniewu cienkim lodzie nie kręć się
Bo on za chwilę może trzasnąć

Póki o coś grasz
Jeśli wybór masz...

CODA:
Bo przecież w każdym z nas
Przez cały, cały czas
I spokój siedzi i zamęt
I sam najlepiej wiesz
Co dobrą strona jest
I co w twym życiu jest grane
I sam najlepiej wiesz
Co dobrą stroną jest
I czego w życiu chcesz...
Amen