Zapisz swoję ulubione piosenki Budki Suflera

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Wczoraj zadzwonił z innego świata głos, który boli wiąż po stu latach,
Nagle wróciły jaskrawe dni i stare wczoraj jest nowym dziś,
Wódka jasno płonie w nas i bliżej znowu do gwiazd.
Tak opaleni i tacy głodni, grosze w kieszeniach wytartych spodni,
Przyjaźń na wieki, braterstwo krwi, suche powieki, wygasłe łzy,

Wódka jasno płonie w nas i bliżej znowu do gwiazd,
Urodzeni, żeby biec, nie mogą w miejscu stać,

Młode lwy, głodne stado pędzące na łów,
Młode lwy, zawsze twardzi, nieczuli na ból,
Młode lwy, każdy wiedział, że świat będzie nasz,
Młode lwy, o jak dzisiaj brakuje mi was.

Karnawał znowu kończy się rano,
Lotnisko w deszczu, w popiele diament,
Darujcie sobie tych kilka kłamstw,
Ty nie napiszesz, tym bardziej ja.

Wódka jasno płonie w nas i bliżej znowu do gwiazd,
Urodzeni, żeby biec, nie mogą w miejscu stać,

Młode lwy, głodne stado pędzące na łów,
Młode lwy, zawsze twardzi, nieczuli na ból,

Urodzeni by biec...

Parzę palce zapałkami, nocą szukam starych zdjęć,
Stygnie garnek z marzeniami, jak się czuję, chyba źle.

Młode lwy, głodne stado pędzące na łów,
Młode lwy, zawsze twardzi, nieczuli na ból,
Młode lwy, każdy wiedział, że świat będzie nasz,
Młode lwy, o jak dzisiaj brakuje mi was.

Młode lwy, wojownicy na życie i śmierć,
O, młode lwy, szkoda czasu nam było na sen,
Młode lwy, jak pochodnie sunące przez noc,
Młode lwy, bił się o was i diabeł, i mrok,
Młode lwy, wojownicy na życie i śmierć,
Młode lwy, szkoda czasu nam było na sen,

Młode lwy, wojownicy na życie i śmierć.


Uderzył deszcz, wybuchła noc,
Przy drodze pusty dwór,
W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
Wagnerowski ton.

Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.

Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
Ciągle burza trwa,
Nagle feria barw i mnóstwo świec,
Ktoś na skrzypcach gra,
Gotyckie odrzwia chylą się
I skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich
W brylantowej mgle.

Zawirował z nami dwór,
Rudych włosów płomień,
Nad górami lecę, lecę z nią,
Różę trzyma w dłoni.

A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien

Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...

A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien



Ziemię zżarło słońce, lawa, popiół,

Biała śmierć w zenicie pali oczy!...
Usta ciągle szepcą obolałe słowa
Pamięć wciąż powtarza ostatnią rozmowę...

Myśli szybko, coraz szybciej dawny gubią rytm,
Dłonie trwają zaciśnięte w wielki, niemy krzyk,
Miało być zawsze i tylko raz,
Dziś nawet przyszłość to przeszły czas.

Tłumy złud powietrznych z jedną tylko twarzą,
Nogi głębiej grzęzną, ręce w słońcu marzną...
Usta ciągle szepcą
Obolałe słowa
Pamięć wciąż powtarza ostatnią rozmowę...

Myśli szybko, coraz szybciej dawny gubią rytm,
Dłonie trwają zaciśnięte w wielki, niemy krzyk,
Miało być zawsze i tylko raz,
Dziś nawet przyszłość to przeszły czas.

Świat się nagle rozłamał jak lód,
Z zimnej głębi wieje lęk,
To piękne jak wojna sfer,
Groźne jak ostateczny dzień! (2x)