Całkiem blisko stąd
Skąd nie raz trzeba było podnieść wzrok
Gdy przyszło się usunąć w kąt
Bez szans za wszystko odwet brać
Krzeseł płytki brzeg
Ze szklanek wzgórza wyszczerbiony wierzch
A obok na obrusa dnie ten chłód
Na wylot znam to już
Bo to nie pierwszy raz
Czasem rzadziej czasem częściej
To nie pierwszy raz
Kiedy indziej znacznie wcześniej
To nie pierwszy raz
To nie pierwszy raz
Dosyć mam!
Bo to nie pierwszy raz
W innym czasie, w innej porze
To nie pierwszy raz
Tak czy owak, lepiej gorzej
To nie pierwszy raz
To nie pierwszy raz
Dosyć mam!
Serio brać się w garść
To kwitowanie własnych strat
To tani efekt, płaski żart
To blichtr, to wcale nie twój styl
Zamiast gdzieś się wlec
W popłochu w bramach myląc z końcem wstecz
Z programu życia numer skreśl
Już czas na pomysł lepszy wpaść
Bo to nie pierwszy raz
Czasem rzadziej czasem częściej
To nie pierwszy raz
Kiedy indziej znacznie wcześniej
To nie pierwszy raz
To nie pierwszy raz
Dosyć mam!
Bo to nie pierwszy raz
W innym czasie, w innej porze
To nie pierwszy raz
Tak czy owak, lepiej gorzej
To nie pierwszy raz
To nie pierwszy raz
Dosyć mam!
Serce masz otwarte
A jednego dania kartą jesteś tu
Bronisz się i wspinasz
Niedowierzasz i przeklinasz
No bo cóż...
Potem kochasz, łagodniejesz
Lepiej śpisz
I znów się śmiejesz
Mały cud
A ty patrzysz i dostrzegasz
Kolor ziemi, kolor nieba
Bezmiar wód
Szczyty naszej góry
Zanurzone dziś są w chmurach
No to co
Oczu twoich błękit
Załagodzi wszystkie lęki
O to szło
Przecież wiesz skąd najbliżej do domu
I nie ważne czy tak miało być
Kochaj mnie i nie tłumacz nikomu
Czy jest więcej czy mniej albo nic...
Każdy przecież ma
To wszystko co mu życie da
Na dziś i wprzód
Los po cichu włada twoją drogą
I nie pyta czy byś mógł
A ty kochasz, łagodniejesz
Jesteś przecież wojażerem
Ty już wiesz
Jeśli marzysz to dostrzegasz
Kolor ziemi, kolor nieba
Ludzka rzecz
Szczyty naszej góry
Zanurzone dziś są w chmurach
No to co
Oczu twoich błękit
Załagodzi wszystkie lęki
O to szło
Przecież wiesz skąd najbliżej do domu
I nie ważne czy tak miało być
Kochaj mnie i nie tłumacz nikomu
Czy jest więcej czy mniej albo nic...
Podróż widziałem, widziałem wiatr
Kamień co spadał w dół
I przepaść, która podpowie Ci
Jak mały jesteś tu
Ziemi czerwonej widziałem kres
Cudu istnienia głos
I wodę życia na samym dnie
I wyrok na nasz los
Pokój widziałem, harmonię skał
Armię pasiastych warstw
Ptaki kamienne co skrzydłem swym
Natury strzegą bram
Ludzi krzykliwych widziałem tłum
Strojnych w pamiątek blichtr
I błysną flesz i banknot spad
Jak przypadkowy widz
A ty się śmiejesz, nie mówisz nic
Tak lepiej, łatwiej tak
Dalej i dalej zanurzyć się w świat
I życia poczuć smak
Wyżej i wyżej ulecieć hen
Nad wyobraźni czas
Dotknąć, zobaczyć i przeżyć i czuć
Wszystko co wokół nas
A tylko czasem wraca gdzieś
Ten o zagładzie film
Że zamiast wody płynie krew
Kto chce to wiedzieć...nikt
Podróż widziałem, widziałem wiatr
Kamień co spadał w dół
I przepaść, która podpowie Ci
Jak mały jesteś tu
Ludzi krzykliwych widziałem tłum
Strojnych w pamiątek blichtr
I błysną flesz i banknot spad
Jak przypadkowy widz
Ziemi pachnącej widziałem kres
I na kamieniu las
I żeby jeszcze zostało coś
Gdy już nie będzie nas