Zmierzch alejkami się snuł,
Nad nocy brzegiem miękko legł,
Coś, jakby chopin grał...
Drogi zmęczone tam drzemią wśród chat,
Za wierzb szeregiem pluszcze staw,
Wciąż jakby chopin grał...
Jakby chopin, chopin gdzieś na wzgórzach grał, lekko grał.
Cichnie serce świata, opada cisza w pył sennych gwiazd,
Toczy się tłusty talar księżyca nad ciemny las,
Ziemia złożyła swe skrzydła zmęczone jak wielki ptak,
Toczy się kula w przyszłość i czerń,
Któż odgadnie gdzie, kto odgadnie, gdzie?...
Kto odpowie gdzie, kto odpowie gdzie
W nocne drogi nas unosi, dokąd?... (2x)
Czarny chłód, chłód przenika, gdzie chce,
W myślach i w sercach jest czerń, chłód...
Snuje nawet się lęk,
Czy przyjdzie kiedyś nowy dzień,
By znów jak chopin grać,
Znów jak chopin, chopin pieśń błękitu grać, znowu grać.
Ruszy serce świata, rozbiją ciszę organy dnia,
Stoczy się blady krążek księżyca za ciemny las,
Ziemia rozwinie swe skrzydła zielone jak wielki ptak,
Toczy się kula w ciepło i dźwięk,
Toczy w nowy dzień, toczy w nowy dzień...
W jasne drogi nas, w jasne drogi nas,
W jasne drogi nas unosi, dokąd?... (2x)
Wciąż jesteś głodny
Ciągle samotny
Nienasycony niczym wilk
Czemu wciąż krążysz
Do czego zdążasz
Tak, prawdę mówiąc nie wie nikt
Pragniesz wolności
Wielkiej miłości
Dostajesz tyle, żeby żyć
Idee durne
Odpadki wtórne
Nic, o co warto by się bić
A gdy ci zmienią wszystko
W wielki śmieci stos
Na swoim wysypisku
Długo, długo wyjesz w noc
Głód, głód, wieczne ssanie
Bez końca, bez dna
Głód, głód, potem branie
Tego, co się da
Wciąga cię nuda
Wciąga cię wóda
W końcu na wszystko godzisz się
Śmieci kupujesz
I konsumujesz
To twojej egzystencji sens
Wciąż chcesz być wolny
Do marzeń zdolny
Tak jak przed tobą nie był nikt
Wciąż jesteś głodny
Ciągle samotny
Nienasycony niczym wilk
A gdy ci zmienią wszystko...
Odkąd dni, idziesz sam
Ciągły ból, jak napięty łuk
Ciągły pęd, cały świat u stóp
Gwiezdny bruk kopyt niesie stuk.
Martwy tłum, z mgieł wyziera śmierć
W żyłach lód, już nie umiesz chcieć...
Dławi cię czarny wąwóz dni.
Noc jak wiersz, kolcem w duszy tkwi!
Młode szumią liście, muskając strzechy chat
Odbiegłeś stąd daleko, diabeł splątał trakt,
Miasto cię zwiodło, blichtrem oszukał świat,
Przegrałeś, przyznaj, przed rozdaniem kart!...
Świta już, pusto dzwoni szkło,
Dzwoni szkło...
Gdzie twój żar, ufny oczu blask?
Roztrwoniłeś, patrz, swój najlepszy czas...
Piszesz, że żegnać się nie chcesz,
W pętlę skurczyła się przestrzeń.
Lecz za okno, bracie, spójrz jeszcze raz
Isadorę śnieg rzeźbi w powietrzu.
Tak, ta chwila, to teraz, żyłeś mocno i mocno umierasz!