Zmierzch alejkami się snuł,
Nad nocy brzegiem miękko legł,
Coś, jakby chopin grał...
Drogi zmęczone tam drzemią wśród chat,
Za wierzb szeregiem pluszcze staw,
Wciąż jakby chopin grał...
Jakby chopin, chopin gdzieś na wzgórzach grał, lekko grał.
Cichnie serce świata, opada cisza w pył sennych gwiazd,
Toczy się tłusty talar księżyca nad ciemny las,
Ziemia złożyła swe skrzydła zmęczone jak wielki ptak,
Toczy się kula w przyszłość i czerń,
Któż odgadnie gdzie, kto odgadnie, gdzie?...
Kto odpowie gdzie, kto odpowie gdzie
W nocne drogi nas unosi, dokąd?... (2x)
Czarny chłód, chłód przenika, gdzie chce,
W myślach i w sercach jest czerń, chłód...
Snuje nawet się lęk,
Czy przyjdzie kiedyś nowy dzień,
By znów jak chopin grać,
Znów jak chopin, chopin pieśń błękitu grać, znowu grać.
Ruszy serce świata, rozbiją ciszę organy dnia,
Stoczy się blady krążek księżyca za ciemny las,
Ziemia rozwinie swe skrzydła zielone jak wielki ptak,
Toczy się kula w ciepło i dźwięk,
Toczy w nowy dzień, toczy w nowy dzień...
W jasne drogi nas, w jasne drogi nas,
W jasne drogi nas unosi, dokąd?... (2x)
Czołówka znikła, on popijał Jin
Dwóch barczystych stało obok
Ona czekała w marmurowym pudle ścian
Tylko pokiwałem głową
No bo mnie nie ma tam - mnie to nie dotyczy
Wygrali lepsi, odebrali cały łup
Naga prawda wyszła na jaw
Szeryf ostrogi dostał i parę stów
Ja się nie będę tym upajał
No bo mnie nie ma tam - mnie przy tym nie było
No bo cóż - to nie ja, komuś to się śniło
To był, to był niedobry film
To był, to był zwyczajny kit
Tylko czasem łamie ci się głos
Dzień podobny jest do dnia
Tak jak w kinie zdarza tylko się
Na ekranie kolejny raz
Już nie masz siły, bo skąd je niby brać
Trudno mur jest głową rozbić
Milczę jak skała gdy pytasz ciągle mnie
Kto nam to wszystko tutaj zrobił
No bo mnie nie ma tam - mnie przy tym nie było
No bo cóż - to nie ja, komuś to się śniło
To był, to był niedobry film
To był, to był zwyczajny kit
Tylko czasem łamie ci się głos
Dzień podobny jest do dnia
Tak jak w kinie zdarza tylko się
Na ekranie kolejny raz
Tylko czasem gdzieś połykasz łzę
Kiedy liczysz znowu do stu
Gdy się z kina nawet nie chce wyjść
Kiedy ci brakuje tchu...
Odkąd dni, idziesz sam
Ciągły ból, jak napięty łuk
Ciągły pęd, cały świat u stóp
Gwiezdny bruk kopyt niesie stuk.
Martwy tłum, z mgieł wyziera śmierć
W żyłach lód, już nie umiesz chcieć...
Dławi cię czarny wąwóz dni.
Noc jak wiersz, kolcem w duszy tkwi!
Młode szumią liście, muskając strzechy chat
Odbiegłeś stąd daleko, diabeł splątał trakt,
Miasto cię zwiodło, blichtrem oszukał świat,
Przegrałeś, przyznaj, przed rozdaniem kart!...
Świta już, pusto dzwoni szkło,
Dzwoni szkło...
Gdzie twój żar, ufny oczu blask?
Roztrwoniłeś, patrz, swój najlepszy czas...
Piszesz, że żegnać się nie chcesz,
W pętlę skurczyła się przestrzeń.
Lecz za okno, bracie, spójrz jeszcze raz
Isadorę śnieg rzeźbi w powietrzu.
Tak, ta chwila, to teraz, żyłeś mocno i mocno umierasz!