Pyłki piasku, punkty twarzy, przestwór mroczny zrywa wiatr,
Dziwne miejsce los nam zdarzył i perfidnie wybrał czas,
Cóż w tym my?
Pytam: cóż w tym my?
Do wyboru tylko norma: jeśli myśl to prosty krój
Dawno za nas rozstrzygnięto, i ostatni ucichł bój,
A gdzie my?
Pytam: a gdzie my?
Dziejowy dowcip,
Z absurdalnej sztuki kraj,
Mistrzowie wizji urzÄ…dzajÄ… nowy raj.
Cóż mają dla nas?
Dostajemy zestaw ról,
Wybór niewielki i spod kiepskich wyszły piór!
Znowu ktoÅ› wie od nas lepiej,
No popatrzcie, jak ma być,
Po ramieniu ktoÅ› nas klepie,
Absurdalnie każąc żyć,
A my cóż?
Pytam: a my cóż?
A my cóż? pytam, a my cóż?!
Mechaniczny taniec trwa, dziwny skrzypek dziwnie gra
Krok dyktuje, usypiajÄ…c nas w tym rytmie.
Kto magiczny przerwie krÄ…g, smyczek z martwych wyrwie rÄ…k,
Z mroku mitów wyprowadzi nas na drogę?
Może my, może my? (2x)
Uderzył deszcz, wybuchła noc,
Przy drodze pusty dwór,
W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
Wagnerowski ton.
Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.
Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
CiÄ…gle burza trwa,
Nagle feria barw i mnóstwo świec,
KtoÅ› na skrzypcach gra,
Gotyckie odrzwia chylÄ… siÄ™
I skrzypiÄ…c sunÄ… w bok
I biała pani płynie z nich
W brylantowej mgle.
Zawirował z nami dwór,
Rudych włosów płomień,
Nad górami lecę, lecę z nią,
Różę trzyma w dłoni.
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzÄ… mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzÄ… mnie
Tłukąc się do okien
Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzÄ… mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzÄ… mnie
Tłukąc się do okien
Spłynął do mnie cicho jak pajęcza nić
Cień na ścianie usiadł, kształty miał jak ptak
Jeszcze nie dotarło do mnie czy się mam bać
A na kołdrę opadł dziwny, jasny blask
Wstałem, chciałem nalać, rozdać karty dla dwóch
Czy to jest możliwe stracić głowę aż tak
Stał dostojny, cichy w oczy patrząc mi wprost
A z pod aureoli dobiegł stłumiony głos:
JesteÅ› stÄ…d!
Chcesz czy nie - JesteÅ› stÄ…d!
Chcesz czy nie - JesteÅ› stÄ…d!
Jesteś stąd aż dotąd zanurzony w to dno!
Pewny zawrót głowy, standardowy do łez
Wszystko do mnie mówi, kręcę gałką na złość
Pachnie awanturą bo taksówkarz coś chce
Z głowy wyjść mi nie chce dziwny nocny gość
Klimat był, był pokój, towarzystwo i luz
Czasem siÄ™ zdarzajÄ… takie do przodu dni
Co mnie podkusiło wyjść i zadzwonić gdzieś
Siedzę w windzie, czekam, jak tu nie wierzyć w sny
Jestem stÄ…d!
ChcÄ™ czy nie - Jestem stÄ…d!
ChcÄ™ czy nie - Jestem stÄ…d!
Jestem stąd aż dotąd zanurzony w to dno!