Pyłki piasku, punkty twarzy, przestwór mroczny zrywa wiatr,
Dziwne miejsce los nam zdarzył i perfidnie wybrał czas,
Cóż w tym my?
Pytam: cóż w tym my?
Do wyboru tylko norma: jeśli myśl to prosty krój
Dawno za nas rozstrzygnięto, i ostatni ucichł bój,
A gdzie my?
Pytam: a gdzie my?
Dziejowy dowcip,
Z absurdalnej sztuki kraj,
Mistrzowie wizji urządzają nowy raj.
Cóż mają dla nas?
Dostajemy zestaw ról,
Wybór niewielki i spod kiepskich wyszły piór!
Znowu ktoś wie od nas lepiej,
No popatrzcie, jak ma być,
Po ramieniu ktoś nas klepie,
Absurdalnie każąc żyć,
A my cóż?
Pytam: a my cóż?
A my cóż? pytam, a my cóż?!
Mechaniczny taniec trwa, dziwny skrzypek dziwnie gra
Krok dyktuje, usypiając nas w tym rytmie.
Kto magiczny przerwie krąg, smyczek z martwych wyrwie rąk,
Z mroku mitów wyprowadzi nas na drogę?
Może my, może my? (2x)
Drga księżyca toń przejrzysta,
Wrzosy spienił wiatr, a nad duktem mgła
Z smutkiem brzóz przeplata się,
Od połonin echo niesie równy rytm, werbli stuk...
Jakby leśny oddział szedł,
Szum proporców, rżenie koni, ostróg blask, ostróg blask!
Idą tak co noc, co rok, idą od wieków ciągle w marszu!
Legion cieni, legion wiernych z różnych epok ciągle w marszu...
Nad zmęczenie, ludzką słabość, ludzki strach
Idą tak, żadnych skarg...
A pod zbroją, pod mundurem jasny blask,
Ciepły blask, nie gaśnie wciąż...
Przez historię i przez czas idą wierni swym ideom,
Każdej nocy są gotowi umrzeć znów dla sprawy!
Nad zmęczenie, ludzką słabość, ludzki strach
Idą tak, żadnych skarg
A pod zbroją, pod mundurem jasny blask,
Ciepły blask, nie gaśnie wciąż...
Tylko czasem któryś jeździec miękko z konia zsunie się, ugodzony...
Wtedy wiedz, że tu jesteśmy winni my,
Właśnie my - zwykli ludzie...
Zabijamy nieśmiertelnych każdą zdradą,
Gdy nie starcza siły nam, by zagrodzić drogę złu...
Zapłacili za ideę cene cen,
Teraz strzegą jej, i bez końca trwa ich marsz!
Przez historię i przez czas idą wierni swym ideom,
Każdej nocy są gotowi umrzeć znów dla sprawy!
Od połonin echo niesie równy rytm, werbli stuk,
Szum proporców, rżenie koni, ostróg blask, ostróg blask!
Idą tak co noc, co rok, idą od wieków ciągle w marszu,
Legion cieni, legion wiernych z różnych epok ciągle w marszu,
Nad zmęczenie, ludzką słabość, ludzki strach ciągle w marszu!
Wciąż jesteś głodny
Ciągle samotny
Nienasycony niczym wilk
Czemu wciąż krążysz
Do czego zdążasz
Tak, prawdę mówiąc nie wie nikt
Pragniesz wolności
Wielkiej miłości
Dostajesz tyle, żeby żyć
Idee durne
Odpadki wtórne
Nic, o co warto by się bić
A gdy ci zmienią wszystko
W wielki śmieci stos
Na swoim wysypisku
Długo, długo wyjesz w noc
Głód, głód, wieczne ssanie
Bez końca, bez dna
Głód, głód, potem branie
Tego, co się da
Wciąga cię nuda
Wciąga cię wóda
W końcu na wszystko godzisz się
Śmieci kupujesz
I konsumujesz
To twojej egzystencji sens
Wciąż chcesz być wolny
Do marzeń zdolny
Tak jak przed tobą nie był nikt
Wciąż jesteś głodny
Ciągle samotny
Nienasycony niczym wilk
A gdy ci zmienią wszystko...