Przez noc i deszcz gdy będziesz szedł
Gdzie młyn we mgle nie oglądaj się
Strzeż się skocznych nut bo gdy raz cię zwabią
Wskoczysz w skrzypek tryb
Cieni dziwnych wir
W purpurowy blask co pożera tak
Rozdzwonione szkło rozpędzone konie
Zgiełk, wielki zgiełk
Chochoł nam w środku gra
Tan, dziki tan,
Rośnie wir, gnuśny wir
Korab płonący wypływa w noc
Nad świata sen, nad codzienność spraw
Mała gwiazda już, już go ledwo słychać
Jak legendy ziarno miele rozpędzony
Młyn przedziwny, wyobraźnią zaludniony
Potem wracasz gdy kiełkuje świt
A ten rytm jest w tobie już po wszystkie dni
Zawsze będziesz słyszeć
Jak legendy ziarno miele rozpędzony
Młyn przedziwny, wyobraźnią zaludniony
Jak legendy ziarno miele rozpędzony
Czasem kogoś z nas unosząc w dziwne strony
Es beginnt wie immer
man steht vor einer Wand,
einer Wand.
Da r?hrt sich eine Sehnsucht
und zu rasseln beginnt schon die Hand
die Hand.
Und Halt, als suchen die Schuhe,
wo ein Wille ist, ist ein Weg
ist ein Weg.
Welch Weg, welch harter Weg
aber am Ende ein Schrei,
Ah !
Herrliche Berge
das sind Gegner nach unser `m Herzen
Gef?hrliche Berge
machen Lust und machen Schmerzen.
Und Mut und Tod
werden Br?der vor dem Gipfel.
Und Mut und Tod
steigen mit an unserem Seil.
Herrliche Berge
das sind Gegner nach unser `m Herzen
Gef?hrliche Berge
machen Lust und machen Schmerzen.
Und Mut und Tod
werden Br?der vor dem Gipfel.
Und Mut und Tod
steigen mit uns.
Und nur manchmal
manchmal Angst
Und nur manchmal
manchmal Angst !
Das ist der Weg den man w?hlt
wenn er uns auch qu?lt.
Das ist der Weg den man liebt
weil er vorw?rts geht.
Herrliche Berge
das sind Gegner nach unser `m Herzen
Gef?hrliche Berge
machen Lust und machen Schmerzen.
Und Mut und Tod
werden Br?der vor dem Gipfel.
Und Mut und Tod
steigen mit uns.
Und nur manchmal
manchmal Angst
Und nur manchmal
manchmal Angst !
Das ist der Weg den man w?hlt
wenn er uns auch qu?lt.
Das ist der Weg den man liebt
weil er vorw?rts geht.
Podnoszę oszczep, jak jaskółkę srebrną
by poleciała za twoim spojrzeniem
podnoszę wiosła, spływa z nich woda
za kroplą kropla, jak włos syreny.
Przeciwnik leży, do maty przypięty
jak dąb rzucony przez wiatr na równinę...
Na brzegu światła, na brzegu ciemności
trwa olimpiada nigdy nie skończona
człowiek z człowiekiem walczy nieustannie
człowiek w człowieku szuka przyjaciela.
Wyciskam ciężar, słyszę najgłębiej
jak serce krzyczy, zdumione zwycięstwem
płoną chorągwie ziemi nad stadionem
a znicz oświetla drogi między nami...
Na brzegu światła, na brzegu ciemności
trwa olimpiada nigdy nie skończona
człowiek z człowiekiem walczy nieustannie
człowiek w człowieku szuka przyjaciela.