Łoskot ostatniej z bram
Ostatni niknie przechodzień
W stronę spokojnych mórz
Rusza srebrny żaglowiec

A jeden maszt to jest wiara
A drugi to nadzieja
Zostałem na nabrzeżu
Mnie na pokładzie nie ma

Cudnie prostą melodię
Próbuje mróz na szybach
Za koronkową mgłą
Misterium się rozgrywa

A tutaj na rozdrożu
Samotność wciąż szaleje
I nijak stąd do wiary
I nijak do nadziei

Motyw - złego snu
nogi skuwa lód
zapraszali wszak
- uśmiechnąć się
- wyciągnąć dłoń
- zejść

Żaglował ktoś - sobie tobą
Mówiąc tylko ty - ty i twój rozum
I dryfujesz tak - człowiek bezludny
- prosił wszak
- uśmiechnij się
- wejdź

Przecież musi być stół
I dobre oczy nad stołem
Ulica kręta w dół
I łuna nad kościołem

Dotyk dziwnie znajomy
Coś jak dziecięcy pokój
Jedna dłoń jego to dobroć
Druga dłoń jego to spokój

Przecież musi być stół
I dobre oczy nad stołem
Ulica kręta w dół
I łuna nad kościołem

Cóż tam ten tłum dostrzega
Trwający w zachwyceniu
Coś mówi - spróbuj z nimi
Coś mówi - zostań w cieniu.


Znowu dziś
Mokre oczy masz
Nie wiem, czy to nastrój, czy dym
Znowu spuszczasz wzrok
I odwracasz twarz
Jakbyś chciała ukryć się z tym
Jesteś czysta tak
I niewinna tak
Jak w modlitwie anioła śpiew
Czuję prawie już
Że mi serca brak
Tak ci dobrze wychodzi blef...

Więc
Nie próbuj zwodzić mnie
Wiem
Wszystko dawno jest grą
Przy tobie uczę się
Już
Nigdy nie wierzyć łzom
Nigdy nie wierzyć łzom

Prawdę mówiąc to
Nienajgorszy chwyt
Gdy się prawdę zakłamać chce
Mówić o kimś, że
To dla ciebie nikt
Skoro całe miasto już wie
To nie pierwszy raz
Mokre oczy masz
Odkąd cię poznałem - i patrz
Gdy tak głupio i
Tak banalnie grasz
Zbiera mi się z tobą na płacz

Więc
Nie próbuj zwodzić mnie...