Zapisz swoję ulubione piosenki Budki Suflera

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Po ziemi chodzisz
Nie wiesz kto jest kto
Komu do góry
Komu lecieć na dno

Tak po prostu pojmujesz cały świat

Zabawa w uczciwego słaby ma kurs
Pomimo tego w oczy patrzysz mi wprost
I jak dziecku, tłumaczysz cały czas:

Że kochać to kochać
A bić to się bić
Serca nie dzielić na dwa
Że łóżko to łóżko
A kłamstwo to wstyd
Żyć tylko z tobą się da

Jesteś na cały rok chlebem i wodą
Czekaniem na noc, dobrą pogodą

Mówisz, że mają twarze inne niż my
Że wszyscy ludzie żyją prawdą nie złem
Wiem dlaczego
To jesteś cała ty

Nie słuchasz radia kiedy mówią, że źle
Z gazety samoloty robisz, ja wiem
Patrzysz na mnie i przypominasz mi

Że kochać to kochać
A bić to się bić
Serca nie dzielić na dwa
Że łóżko to łóżko
A kłamstwo to wstyd
Żyć tylko z tobą się da

Jesteś na cały rok chlebem i wodą
Czekaniem na noc, dobrą pogodą
Nadzieją do snu i narkotykiem
Szaleństwo jest w nas póki nie zniknie

Że kochać to kochać
A bić to się bić
Serca nie dzielić na dwa
Że łóżko to łóżko
A kłamstwo to wstyd
Żyć tylko z tobą się da

Jesteś na cały rok chlebem i wodą
Czekaniem na noc, dobrą pogodą
Nadzieją do snu i narkotykiem
Szaleństwo jest w nas póki nie zniknie...


Mamo, to nie jest pierwszy mój list
Dotąd mi nie odpisał nikt

Jeden ktoś jutro już ma stąd wyjść
Parę słów weźmie mi za drzwi

Proszą mnie - opisz jej turnus nasz
No więc nas jak na dłoni masz
Jak na apel stawiamy się - patrz
W białej klatce gdzie umarł czas

Piękny Witek od Boga miał twarz
Zwykły poślizg, latarnia, dach
Jedna myśl pozostała mu dziś
Wszystkie lustra na świecie zbić

Klaustrofobia na szyi zaciska dłoń
Ściany walą się na mnie, ścierają na proch
Klaustrofobia na pętlę złapała mnie
Mamo wypruj pieniądze i daj na chleb

Weź mnie teraz i tu - prosi Blu
Skóra pali ją, płonie mózg
Aby zgasić ten żar małej Blu
Nie wystarczy Grenlandii lód

Matka wciąż nie przestaje myć rąk
Darła je przez okrągły rok

Mówisz, że ziemia to jeden gnój
Odkąd zaczął się sezon much
Żadna arka nie weźmie nas stąd
Kwaśny deszcz pada na ten ląd

Klaustrofobia na szyi zaciska dłoń
Ściany walą się na mnie, ścierają na proch
Klaustrofobia na pętlę złapała mnie
Mamo wypruj pieniądze i daj na chleb


Podnoszę oszczep, jak jaskółkę srebrną
by poleciała za twoim spojrzeniem
podnoszę wiosła, spływa z nich woda
za kroplą kropla, jak włos syreny.
Przeciwnik leży, do maty przypięty
jak dąb rzucony przez wiatr na równinę...

Na brzegu światła, na brzegu ciemności
trwa olimpiada nigdy nie skończona
człowiek z człowiekiem walczy nieustannie
człowiek w człowieku szuka przyjaciela.

Wyciskam ciężar, słyszę najgłębiej
jak serce krzyczy, zdumione zwycięstwem
płoną chorągwie ziemi nad stadionem
a znicz oświetla drogi między nami...

Na brzegu światła, na brzegu ciemności
trwa olimpiada nigdy nie skończona
człowiek z człowiekiem walczy nieustannie
człowiek w człowieku szuka przyjaciela.