I have a spin like a born extreme
Seems no help is to be found
Should I began the cramps of the dream
When the dream was still around
Hey, hey, hey
Going down, nothing can stop me
Feeling this emptiness
The room where I live
Just for was more black than white
Sugar, forget it, it’s not good for my teeth
But it all makes you bite
Yeah, yeah...
Going down, nothing can stop me
Going down, nothing can stop me
You don’t know how it feels
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong
Sitting and thinking but my mind is so bad
paralysed with killing time
I should have been drinking
Spending all what I had
Throwing money on the ground
Hey, hey, hey...
Going down, nothing can stop me
Going down, nothing can stop me
Stop me, stop me, stop me if you can
You don’t know how it feels babe
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong
You don’t know how it feels babe
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong
You don’t know how it feels babe
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong
Going down, nothing can stop me
Going down, nothing can stop me
Stop me, stop me, stop me if you can
Stop me, stop me, stop me if you can
Stop me, stop me, stop me if you can
Stop me, stop me, stop me if you can...
Uderzył deszcz, wybuchła noc,
Przy drodze pusty dwór,
W katedrach drzew, w przyłbicach gór,
Wagnerowski ton.
Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.
Dorzucam drew, bo ogień zgasł,
Ciągle burza trwa,
Nagle feria barw i mnóstwo świec,
Ktoś na skrzypcach gra,
Gotyckie odrzwia chylą się
I skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich
W brylantowej mgle.
Zawirował z nami dwór,
Rudych włosów płomień,
Nad górami lecę, lecę z nią,
Różę trzyma w dłoni.
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
Podróż widziałem, widziałem wiatr
Kamień co spadał w dół
I przepaść, która podpowie Ci
Jak mały jesteś tu
Ziemi czerwonej widziałem kres
Cudu istnienia głos
I wodę życia na samym dnie
I wyrok na nasz los
Pokój widziałem, harmonię skał
Armię pasiastych warstw
Ptaki kamienne co skrzydłem swym
Natury strzegą bram
Ludzi krzykliwych widziałem tłum
Strojnych w pamiątek blichtr
I błysną flesz i banknot spad
Jak przypadkowy widz
A ty się śmiejesz, nie mówisz nic
Tak lepiej, łatwiej tak
Dalej i dalej zanurzyć się w świat
I życia poczuć smak
Wyżej i wyżej ulecieć hen
Nad wyobraźni czas
Dotknąć, zobaczyć i przeżyć i czuć
Wszystko co wokół nas
A tylko czasem wraca gdzieś
Ten o zagładzie film
Że zamiast wody płynie krew
Kto chce to wiedzieć...nikt
Podróż widziałem, widziałem wiatr
Kamień co spadał w dół
I przepaść, która podpowie Ci
Jak mały jesteś tu
Ludzi krzykliwych widziałem tłum
Strojnych w pamiątek blichtr
I błysną flesz i banknot spad
Jak przypadkowy widz
Ziemi pachnącej widziałem kres
I na kamieniu las
I żeby jeszcze zostało coś
Gdy już nie będzie nas