Zapisz swoję ulubione piosenki Budki Suflera

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




I have a spin like a born extreme

Seems no help is to be found
Should I began the cramps of the dream
When the dream was still around

Hey, hey, hey
Going down, nothing can stop me
Feeling this emptiness
The room where I live
Just for was more black than white
Sugar, forget it, it’s not good for my teeth
But it all makes you bite
Yeah, yeah...

Going down, nothing can stop me
Going down, nothing can stop me
You don’t know how it feels
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong

Sitting and thinking but my mind is so bad
paralysed with killing time
I should have been drinking
Spending all what I had
Throwing money on the ground

Hey, hey, hey...
Going down, nothing can stop me
Going down, nothing can stop me
Stop me, stop me, stop me if you can
You don’t know how it feels babe
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong

You don’t know how it feels babe
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong

You don’t know how it feels babe
What I had or what I don’t
Easy living makes me lazy
And that’s why it’s all going wrong

Going down, nothing can stop me
Going down, nothing can stop me
Stop me, stop me, stop me if you can
Stop me, stop me, stop me if you can
Stop me, stop me, stop me if you can
Stop me, stop me, stop me if you can...


Czołówka znikła, on popijał Jin
Dwóch barczystych stało obok
Ona czekała w marmurowym pudle ścian
Tylko pokiwałem głową
No bo mnie nie ma tam - mnie to nie dotyczy

Wygrali lepsi, odebrali cały łup
Naga prawda wyszła na jaw
Szeryf ostrogi dostał i parę stów
Ja się nie będę tym upajał
No bo mnie nie ma tam - mnie przy tym nie było
No bo cóż - to nie ja, komuś to się śniło
To był, to był niedobry film
To był, to był zwyczajny kit

Tylko czasem łamie ci się głos
Dzień podobny jest do dnia
Tak jak w kinie zdarza tylko się
Na ekranie kolejny raz

Już nie masz siły, bo skąd je niby brać
Trudno mur jest głową rozbić
Milczę jak skała gdy pytasz ciągle mnie
Kto nam to wszystko tutaj zrobił
No bo mnie nie ma tam - mnie przy tym nie było
No bo cóż - to nie ja, komuś to się śniło
To był, to był niedobry film
To był, to był zwyczajny kit

Tylko czasem łamie ci się głos
Dzień podobny jest do dnia
Tak jak w kinie zdarza tylko się
Na ekranie kolejny raz

Tylko czasem gdzieś połykasz łzę
Kiedy liczysz znowu do stu
Gdy się z kina nawet nie chce wyjść
Kiedy ci brakuje tchu...


Odkąd dni, idziesz sam

Ciągły ból, jak napięty łuk
Ciągły pęd, cały świat u stóp
Gwiezdny bruk kopyt niesie stuk.

Martwy tłum, z mgieł wyziera śmierć
W żyłach lód, już nie umiesz chcieć...
Dławi cię czarny wąwóz dni.
Noc jak wiersz, kolcem w duszy tkwi!

Młode szumią liście, muskając strzechy chat
Odbiegłeś stąd daleko, diabeł splątał trakt,
Miasto cię zwiodło, blichtrem oszukał świat,
Przegrałeś, przyznaj, przed rozdaniem kart!...

Świta już, pusto dzwoni szkło,
Dzwoni szkło...
Gdzie twój żar, ufny oczu blask?
Roztrwoniłeś, patrz, swój najlepszy czas...
Piszesz, że żegnać się nie chcesz,
W pętlę skurczyła się przestrzeń.
Lecz za okno, bracie, spójrz jeszcze raz
Isadorę śnieg rzeźbi w powietrzu.
Tak, ta chwila, to teraz, żyłeś mocno i mocno umierasz!